Dla wielu „baw się” równoznaczne jest z „nie myśl tylko bzykaj”. Ok. Tylko Dlaczego mi to ciągle ktoś powtarza? I dlaczego myślenie przed kochaniem (a nie sorry… „bzykaniem”) ma temu w efekcie przeszkodzić?
Ale wróć. Od początku. Seks jest kapitalny. Ale wiadomo, że każdy kocha się inaczej. No i w tym rzecz… Seks nie musi sprowadzać się do wchodzę, wychodzę, wchodzę, wychodzę, przyspieszenie, 11 minut, 3 buziaki i po sprawie… Ja chce trzeciego wymiaru… Wszystkich zmysłów.
Nie lepiej trochę wolniej? Nie na pierwsze, drugiej czy nawet trzeciej randce? Im później tym ciekawiej… Krok po kroku dojść do kroku, nie ot ze skoku ... Nie można biegać jak nie umie się chodzić. Chce najpierw poznać to co siedzi w jego głowie. Jak reaguje na moje pocałunki. W jakich miejscach i jak intensywnie moje całusy sprawiają mu największą przyjemność. Po kawałku odkrywać jego ciało i się oswajać. Widzieć jak on reaguje na moje… Zobaczyć czy mi jego ciało w ogóle odpowiada, jak pachnie. Oswoić się, może i troszkę omotać...
Nie bez powodu wschodnie kultury zagłębiają się w Tantrę. Technikę poznawania świata wszystkimi zmysłami + medytacją. Zachodnia kultura niby zafascynowana wschodnią medytacją i sztuką poznawczą siedzi sobie przy tym w różowym kłamstwie- konsumpcji.
Mam czasami wrażenie ze konsumpcja tak wtargnęła w nasze codzienne życie, że nie potrafimy dostrzec tego co jest ponad zwykłe, kupie, użyję, odpady wyrzucę… W efekcie końcowym najpiękniej jest marzyć i powoli te marzenia realizować. Kiedy marzenie jest zrealizowane, zapominamy o tym jakie było dla nas ważne, przy czym istnienie tej ziszczonej sytuacji przechodzi do porządku dziennego. Budzą się nowe marzenia. I tu przychodzi kwestia tego czy potrafimy te ziszczone marzenia, żądze odpowiednio zaadoptować w życiu, czy używamy, zużywamy i wyrzucamy. Im dłużej się pragnie, tym intensywniej smakujemy to nowe, nieznane. Szanujemy je i nie chcemy tak szybko zużyć, bo czekanie było dłuższe niż zwykle, więc włożona w to praca i wytrwałość nie powinna pójść na marne.
I tak mi dobrze. Zjadam kawałek po kawałku. Nie chce się od razu zadławić. I nie chce mi się tłumaczyć tego tym którzy mówią „nie myśl tyle, tylko baw się”, bo chyba nie zrozumieją, że ja właśnie się bawię w najlepsze…
skomentuj (1)
... tu nie zaglada i z potrzeba dzielenia sie swoimi przemysleniami- wracam. Jak znam siebie pewnie na chwile.
Duzo sie dzieje, niekoniecznie namacalnie, ale w mojej glowie. Po zakonczeniu pierwszego prawdziwego zwiazku, po niespelna 2 latach duzo sie zmienia. Okres po rozstaniu jest dosc egzotyczny.. Najpierw napatoczyl sie T. Idealny kandydat na meza, idealny pocieszyciel, tzw. tabletka-czym-sie-zatrules-tym-sie-wylecz. Pozniej przyszy wakacje, moj 3 miesieczny pobyt w PL i koleszka zjebal sprawe, zbyt malym zainteresowaniem tego co robie i zbyt wielka wyrozumialoscia do swej obecnej-bylej-whatever. Zreszta... Odleglosc. I wszystko jasne. Teraz Pan T. staje na glowie zeby mi dogodzic, zaskarbic sobie moja przychylnosc. A mi sie nie chce. Najzwyczajniej nie chce. Zaprasza na kolacje, wspolne wyjazdy, koncerty. Wszystko fajnie, ale z umiarem. A czuje sie jakby mnie osaczal powoli. Jeszcz ten jego brak meskosci i ciagle tulenie sie... I udaje ze nie widzi jak od tego uciekam. Ja pierdole... Czy faceci zawsze musza robic wszystko pod prad? Czy on nie widzi ze jak cos za latwo przychodzi to sie tego nie szanuje? Moglby sie troche zreflektowac. Jest niesamowitym czlowiekiem, ale jak tak dalej bedzie przesladzal to ja uciekne gdzie piepsz rosnie.
Przy okazji wpadlam w tzw. Dating-Time. Jednakze Dating-Time zakonczyl sie wczoraj. Na spotkaniu z niedawno poznanym facetem stwierdzilam ze mi sie po prostu nie chce. Nie chce mi sie podtrzymywac rozmowy, udawac ze jestem zainteresowana tym czym sie zajmuje. Wiec nie udawalam. Mam nadzieje ze zrozumial aluzje.
O tak! Nastapila stagnacja emocjonalna! Hibernacja organu zwanego sercem lub jak kto woli obszaru mozgu ktory odpowiedzialny jest za motylki w brzuchu i tego rodzaju atrakcje. Nie chce mi sie, najszczerzej nie chce. Do tego jak pomysle ze Ł. jest juz niby na nowo zakochany, a przy okazji bzyka co podleci to zygac mi sie chce. Minusy bycia rzucaną, zamiast zucania. A moze po prostu kobiety i mezczyzni inaczej trawia rozstania? Facec znajduje ukojenie miedzy piersiami, tudziez nogami nowych, przy tym obojetnie jakich kobiet, a kobieta staje sie nieufna, wyrachowana i skupiona na sobie..?
Z dnia na dzien moj nastroj sie zmienia. Emocjonalny rollercoster. Glowym motorem napedowym jest teraz uczelnia i zaleglosci czyt. poprawki z tytulu rozrzalania sie nad soba po utracie Ł. Nadszedl girls-time i kujonstwo. JA- pierwsze miejsce na liscie priorytetow.
Jakze infanltynym mottem zakoncze moj wywod: no man no cry.