marta195 blog

Twój nowy blog

2012

2 komentarzy

wpadlam do rodzicow na weekend- tu zawsze znajde swoje duchowe senatorium :). szukajac czegos w szafie na gornych polkach znalazlam pamietnik. pierwszy wpis ze stycznia 1997 :). rozplywam sie nad tym jakim slodkim dzieckiem bylam. a ten caly blog musze ktoregos dnia siagnac i wydrukowac. coby moje potencjalne dzieci na X lat mialy sie z czego posmiac ;).

Baw się.

1 komentarz

Dla wielu „baw się” równoznaczne jest z „nie myśl tylko
bzykaj”. Ok. Tylko Dlaczego mi to ciągle ktoś powtarza? I dlaczego myślenie
przed kochaniem (a nie sorry… „bzykaniem”) ma temu w efekcie przeszkodzić?

 

Ale wróć. Od początku. Seks jest kapitalny. Ale wiadomo, że
każdy kocha się inaczej. No i w tym rzecz… Seks nie musi sprowadzać się do
wchodzę, wychodzę, wchodzę, wychodzę, przyspieszenie, 11 minut, 3 buziaki i po
sprawie… Ja chce trzeciego wymiaru… Wszystkich zmysłów.

 

Nie lepiej trochę wolniej? Nie na pierwsze, drugiej czy
nawet trzeciej randce? Im później tym ciekawiej… Krok po kroku dojść do kroku,
nie ot ze skoku … Nie można biegać jak nie umie się chodzić. Chce najpierw
poznać to co siedzi w jego głowie. Jak reaguje na moje pocałunki. W jakich miejscach
i jak intensywnie moje całusy sprawiają mu największą przyjemność. Po kawałku
odkrywać jego ciało i się oswajać. Widzieć jak on reaguje na moje… Zobaczyć czy
mi jego ciało w ogóle odpowiada, jak pachnie. Oswoić się, może i troszkę
omotać…

 

Nie bez powodu wschodnie kultury zagłębiają się w Tantrę.
Technikę poznawania świata wszystkimi zmysłami + medytacją. Zachodnia kultura
niby zafascynowana wschodnią medytacją i sztuką poznawczą siedzi sobie przy tym
w różowym kłamstwie- konsumpcji.

 

Mam czasami wrażenie ze konsumpcja tak wtargnęła w nasze
codzienne życie, że nie potrafimy dostrzec tego co jest ponad zwykłe, kupie,
użyję, odpady wyrzucę… W efekcie końcowym najpiękniej jest marzyć i powoli te
marzenia realizować. Kiedy marzenie jest zrealizowane, zapominamy o tym jakie
było dla nas ważne, przy czym istnienie tej ziszczonej sytuacji przechodzi do
porządku dziennego. Budzą się nowe marzenia. I tu przychodzi kwestia tego czy
potrafimy te ziszczone marzenia, żądze odpowiednio zaadoptować w życiu, czy
używamy, zużywamy i wyrzucamy. Im dłużej się pragnie, tym intensywniej
smakujemy to nowe, nieznane. Szanujemy je i nie chcemy tak szybko zużyć, bo
czekanie było dłuższe niż zwykle, więc włożona w to praca i wytrwałość nie
powinna pójść na marne.

 

I tak mi dobrze. Zjadam kawałek po kawałku. Nie chce się od
razu zadławić. I nie chce mi się tłumaczyć tego tym którzy mówią „nie myśl
tyle, tylko baw się”, bo chyba nie zrozumieją, że ja właśnie się bawię w
najlepsze…

 

 

… tu nie zaglada i z potrzeba dzielenia sie swoimi przemysleniami- wracam. Jak znam siebie pewnie na chwile.

Duzo sie dzieje, niekoniecznie namacalnie, ale w mojej glowie. Po zakonczeniu pierwszego prawdziwego zwiazku, po niespelna 2 latach duzo sie zmienia. Okres po rozstaniu jest dosc egzotyczny.. Najpierw napatoczyl sie T. Idealny kandydat na meza, idealny pocieszyciel, tzw. tabletka-czym-sie-zatrules-tym-sie-wylecz. Pozniej przyszy wakacje, moj 3 miesieczny pobyt w PL i koleszka zjebal sprawe, zbyt malym zainteresowaniem tego co robie i zbyt wielka wyrozumialoscia do swej obecnej-bylej-whatever. Zreszta… Odleglosc. I wszystko jasne. Teraz Pan T. staje na glowie zeby mi dogodzic, zaskarbic sobie moja przychylnosc. A mi sie nie chce. Najzwyczajniej nie chce. Zaprasza na kolacje, wspolne wyjazdy, koncerty. Wszystko fajnie, ale z umiarem. A czuje sie jakby mnie osaczal powoli. Jeszcz ten jego brak meskosci i ciagle tulenie sie… I udaje ze nie widzi jak od tego uciekam. Ja pierdole… Czy faceci zawsze musza robic wszystko pod prad? Czy on nie widzi ze jak cos za latwo przychodzi to sie tego nie szanuje? Moglby sie troche zreflektowac. Jest niesamowitym czlowiekiem, ale jak tak dalej bedzie przesladzal to ja uciekne gdzie piepsz rosnie.
Przy okazji wpadlam w tzw. Dating-Time. Jednakze Dating-Time zakonczyl sie wczoraj. Na spotkaniu z niedawno poznanym facetem stwierdzilam ze mi sie po prostu nie chce. Nie chce mi sie podtrzymywac rozmowy, udawac ze jestem zainteresowana tym czym sie zajmuje. Wiec nie udawalam. Mam nadzieje ze zrozumial aluzje.

O tak! Nastapila stagnacja emocjonalna! Hibernacja organu zwanego sercem lub jak kto woli obszaru mozgu ktory odpowiedzialny jest za motylki w brzuchu i tego rodzaju atrakcje. Nie chce mi sie, najszczerzej nie chce. Do tego jak pomysle ze Ł. jest juz niby na nowo zakochany, a przy okazji bzyka co podleci to zygac mi sie chce. Minusy bycia rzucaną, zamiast zucania. A moze po prostu kobiety i mezczyzni inaczej trawia rozstania? Facec znajduje ukojenie miedzy piersiami, tudziez nogami nowych, przy tym obojetnie jakich kobiet, a kobieta staje sie nieufna, wyrachowana i skupiona na sobie..?

Z dnia na dzien moj nastroj sie zmienia. Emocjonalny rollercoster. Glowym motorem napedowym jest teraz uczelnia i zaleglosci czyt. poprawki z tytulu rozrzalania sie nad soba po utracie Ł. Nadszedl girls-time i kujonstwo. JA- pierwsze miejsce na liscie priorytetow.
Jakze infanltynym mottem zakoncze moj wywod: no man no cry.

.

1 komentarz

‚w smotnosci zdaje sie ze znika caly swiat’

studia, nowe zycie (?!).

nie ma jak u mamy.

doroslosc jest do dupy.

zmiany.

Brak komentarzy

Od ostatniej treściwej notki dość dużo się u mnie zmieniło.
W sumie to mało co zostało po staremu: przeprowadzka, matura, przeprowadzka na
studia. Może po krótce od stycznia 2008. Postanowienia noworoczne i
dziewiętnaste urodziny. Czas na zmiany. Studniówka, potem coraz bliżej matury a
ja coraz dalej od książek. Kwiecień- czerwiec egzaminy, ups chyba trzeba zacząć
się uczyć. Polska i niemiecka matura zdana. Początek czerwca przeprowadzka do
nowego domu, domek na wsi z ogródkiem, pieskiem i żółwiem rezydentem.
Świadectwo dojrzałości otrzymane z rąk PL i D ministra MSZ. Feta na całego, na
przedmieścia BRD wkroczyła cywilizacja, no przynajmniej na godzinę. Lekki
przerost formy nad treścią a potem Abibal czyli tzw. bal maturalny wg
niemieckiej tradycji. Rano ze świadectwem w ręku, kacem w buzi i maxi kawą w
ręku siadam na tarasie z myślą, że już długo tu nie pomieszkam. Studia. Tylko
cholera gdzie i co. Skrzynkę pocztową odwiedzam systematycznie 5 razy w ciągu
dnia, co w efekcie końcowym i tak na nic się zdało, bo nie było mi dane
rozerwanie oczekiwanej koperty. Lipiec i wyjazd na warsztaty filmowe, tam m.in.
praca tłumacza. Dzwoni mama, że cos przyszło z Uniwersytetu ale ona nie
rozumie, bo to nie po naszemu. Kiedy się wyjaśniło nastąpiła dwu dniowa żałoba,
płacz i zgrzytanie zębów. Trzeciego dnia znów dzwoni mama:. „przyszła grupa
koperta i dużo kartek w niej jest wiec chyba się dostałaś”. No i wylądowałam w
kraju czekoladą i serem płynącym, znanym z dobrych banków. Nawet sobie u nich
konto założyłam tylko cierpię na chroniczny brak środków na koncie. Żeby nie
było to papiery wysłałam w lutym, tak dla jaj, „przecież i tak tam nie pójdę,
za daleko!”. Na początku września, tydzień przed wyjazdem w nieznane, idę
pobalować. Flirt tu, flirt tam, co mi szkodzi i tak zaraz wyjeżdżam. A tu i
bach! Trafiło mnie. Od września siedzi sobie w mojej głowie jeden pan. Kto by
pomyślał. Ja tu, on tam a w oczach jakieś takie promyczki. Odległość? Panie!
Pobłogosław EasyJet!

 

Prywatnie: perfecto! Zawodowo: idę do przodu. Ciężko, same
wyrzeczenia, dwa kierunki i praca. Wymarzone studia, kierunki, na które
chciałam się dostać. Daleko od domu a tęsknię mocno. Jestem jakby zrzucona tu
ze spadochronu. Przecież nigdy wcześniej nie byłam w tym kraju. Koniec
kupowania ciuszków i butów. Teraz kupuje chleb w cenie 3chf, oraz jajka (4 za
2,5chf). Dodam ze kiedy zaczynałam studia we wrześniu frank był po 2,20pln a
potem 3,35pln. Franku Sz.! Ulituj się! 
Dobrze, że zaczynam pracować. Może przestanę przeliczać i odejdę od
rytuału: otwieram oczy, komputer, kursy walut.

 

Kraj ciekawy i dziwny. Niby tradycjonalizm i dużo
konserwatyzmu, a zarazem liberalizm i „wolność Tomku w swoim domku”. Dziś na
prawie ćwiczenia z przypadkiem o śmiertelnie chorej kobiecie chcącej eutanazji
i Europejski Trybunał Praw Człowieka. Podzieleni na dwie grupy, pro i contra.
Czasami czuje się jakbym była z marsa. Większość studentów widzi w eutanazji
same pozytywy, jeden argumentuje: „Mamy wolność przynależności do różnych
zgrupowań i odstępowania od nich, dlaczego więc nie możemy zrezygnować z
życia?”. Większej głupoty dawno nie słyszałam.

 

Podsumowując: duży optymizm na to co przede mną. U boku
kibicująca rodzinka i Romeo. Towarzystwo wzajemnej adoracji licealnej się
rozeszło. Każdego wywiało w inny kąt Europy. Czasem uda nam się zjechać w tym
samym czasie na stare śmiecie. Każdy robi wielkie oczy na to jak jest teraz, bo
nie ma to jak u mamy.

 

W styczniu stuknęło pierwsze dzieścia. I co że niby już
jestem dorosła? Nie wydaje mnie się ;).

                       

.

2 komentarzy

bardzo dawno tutaj nic nie pisalam i widze ze duzo sie zniemilo. ciesze sie ze moj blog nie zostal usuniety :). duzo zmienilo sie w moim zyciu. jak tylko znajde wolna chwile i oderwe sie od walajacych sie wokol mnie notatek ponownie tutaj zaglądne. puki co sesja.

.

1 komentarz

dosc biegu za poklaskiem.
dosc ich.
zmiany!

totalne parcie na szybe.

zyje

3 komentarzy

tak zeby nie skasowali ;)

ostatnie miesiace 2006:

- szczescie, uśmiech, ktos nowy

‚promieniejesz’, podobno. jest dobrze. wygodnie i pewnie. trzeba to rozwinac. ale byl dziwny czas.

______________________

- smutek, płacz, odejście

‚ale nie mow o tym, o tym sie nie rozmawia!’ uslyszalam. zgadza sie, jest ciezko mowic. opisac? nie umiem. nikt nie rozumie? i nie zrozumie. kazdy przezywa inaczej. inne perspektywy.

bliscy sa po to by o tym rozmawiac bez slow.


______________________

„spieszmy się kochac (…)”

spiesze sie zyc powoli i intensywnie

Od 10 lipca do 20 sierpnia byly sobie wakacje.

Od poniedzialku znow szkola.

Wakacje uznaje za jak najbardziej udane. Poznalam sporo nowych ciekawych ludzi. 6 tygodni pelnych wszelakich wrazen ;).

Prora wyspa Rugia- 3 dniowy festival z inicjaltywy mlodziezy. 10 tys ludzi. 3 dni i noce niesamowitej zabawy i szalenstwa. Piasek wszedzie jeszcze przez tydzien.

Dziwnowek- wyjazd tygodniowy z paczka 15 znajomych. Morze, plaza, ciekawe wieczory (!) i przednia zabawa.

Schwerin i Rostock- Voyage ze znajomymi. Powtorka z morza musi byc! Tym razem w Niemczech.

Boltenhagen- kolejna powtorka z rozrywki nad morzem z tymi samymi znajomymi.

Bieszczady- ostra jazda bez trzymanki w gorach pod namiotami. Duzo smiechu i ogniska.

Niedlugo prawdopodobnie Miedzyzdroje na tydzien.

Zyc nie umierac. Chce zawsze wiecej. Nie zawsze mam.


  • RSS